18 lutego 2013

Rozdział 8 "Wszystko będzie dobrze"

Dobry wieczór! W związku z tym, że nadszedł dzień, w którym miał ukazać się rozdział, wstawiam go. Uprzedzam, że jest rozlazły (12 stron w Wordzie), ale jakoś mi się wydaje, że w miarę ciekawy. Nie wiem, może jest tu dużo Harry'ego i Hermiony? A może dlatego, że sporo jest też Sophie i jej problemów życiowych z Malfoyem?
Nie powiem, że jestem zadowolona z tego rozdziału, ale nie umiem powiedzieć co mi w nim nie gra... Pozostawiam to Wam do oceny i dziękuję za wszystkie komentarze.
Pozdrawiam!


***
      Świat powoli budził się do życia. Bijąca wierzba zaczynała ożywać, powoli rozciągając swe wielkie gałęzie. Drzewa już dawno zrzuciły pozostałości śniegu, wielka kałamarnica zdawała się coraz częściej wystawiać swe macki do marcowego słońca. Powietrze było rześkie, niosące zapowiedź rychłego ciepła.
Hermiona czekała na Snape’a pod klasą do OPCM, kiedy podszedł do niej jakiś pierwszak i wręczył jej krótką notkę.

      Hermiono,
      Przyjdź pod Pokój Życzeń zaraz po lekcji ze Snapem. Będę pod nim czekał.
      Harry

      Zaskoczona tą wiadomością, weszła za ponurym mężczyzną do klasy. Starała się skupić na zaklęciach obronnych i tym wszystkim, co mówił do niej Snape, jednak coś jej w tym przeszkadzało.
      Nigdy wcześniej Potter nie wysyłał jej takich liścików; zazwyczaj sam przychodził do niej i prosił ją o spotkanie. Widocznie coś musiało się stać, że nie był w stanie zrobić tego sam. Starała się wyczuć, czy pendant nie jest zbyt ciężki. Wydawało jej się, że ma swoją zwyczajną wagę.
      - Panno Granger – warknął Snape niezadowolony. – Proszę się skupić! Marnuje pani mój cenny czas!
      Poczuła gniew; taki sam jak w święta, a nawet większy. Zaczęła go atakować, a on zaskoczony, nie spostrzegł nadbiegającego zaklęcia. Chybiła, jednak wciąż przypuszczała na niego atak. Od niechcenia odbijał zaklęcia. Zatrzymała się na chwile, cała czerwona od gniewu. Po czym znów, ze zdwojoną siłą, rzuciła kilka zaklęć. Przed ostatnim nie zdołał się obronić. Wylądował na przeciwległej ścianie, z zaskoczoną miną.
      Hermiona wypuściła różdżkę i zasłoniła usta dłonią.
     - Nie… - jęknęła cicho. – Profesorze… Ja… Ja… ja nie chciałam… - Podbiegła do niego, przyklękując obok.
      - Wynocha! – ryknął, a jego mina przedstawiała chęć mordu. Pisnęła i szybko pozbierała swoje rzeczy, jeszcze szybciej wychodząc.
      Biegła szybko na siódme piętro, nie zatrzymując się i nie oglądając za siebie. Uczniowie krzyczeli za nią, gdy ich potrącała. Kiedy stanęła pod wielkim gobelinem, próbowała złapać oddech. Czuła jak wszystkie jej mięśnie pulsują z nadmiernego wysiłku.
      - Hermiona! – Podskoczyła, kiedy ktoś chwycił ją za ramie. Wtuliła się w Pottera, próbując ukryć płacz; płacz bezradności. – Hermiona, co ci jest? – spytał łagodnie, obejmując ją ramieniem.
      - Ja… ja nie wiem… Harry… To się stało tak szybko… Niewiele nawet pamiętam… Harry… Ja nie chciałam…
      Chłopak próbował ją od siebie odchylić, jednak ona mocno go ścisnęła.         
      - Hermiona, spokojnie…
      Dziewczyna łkała w jego ramię, mocząc jego płaszcz.
      - Harry… - Oprzytomniała i odchyliła się od niego. Obrzuciła go wzrokiem. – Gdzie się wybierasz?
      - Muszę ci coś powiedzieć – odparł i przeszedł wzdłuż ściany trzy razy. Pojawiły się drewniane drzwi, a kiedy przez nie przeszli, znaleźli się w małym, ciemnym pomieszczeniu, zupełnie nie przypominającym tego pokoju, w którym kiedyś siadywali.
      - Harry, co się dzieje? – spytała rozdrażniona, wycierając rąbkiem szaty oczy.
      - Wyruszam na poszukiwanie horkruksa. Nie martw się! Wrócę! Jeśli nic nie znajdę, wrócę jeszcze dziś, przed kolacją. Jeśli tak, to na śniadaniu już będę. Obiecaj mi, Hermiona! Będziesz na siebie uważać i trzymać się z dala od Browna, Malfoya i innych podejrzanych typów!
      - Ale Harry…
      Szybko ją uciszył, po czym położył jej ręce na ramionach. Lekko nią potrząsnął.
      - Obiecaj, Hermiono! Obiecaj, że nie będziesz chodzić nigdzie sama! Proszę, obiecaj mi to! – rzekł zdesperowanym głosem.
      Kiwnęła głową. Uśmiechnął się delikatnie pod nosem.
      - Ale ty też mi coś obiecaj… Uważaj na siebie, Harry! Błagam… Jakby coś ci się  działo, jeśli nie mógł być odeprzeć ataku… ściśnij pendant i powiedz Revenio*... wrócisz w to samo miejsce, z którego wyruszasz…
      Harry uśmiechnął się ciepło do Hermiony. Kiwnął głową i już miał wychodzić, kiedy Granger chwyciła go za nadgarstek. Odwrócił się do niej i spojrzał na nią; Gryfonka znów przytuliła się do niego.
      - Wróć, proszę… - powiedziała płaczliwym głosem i pocałowała go krótko w policzek.
      - Obiecuję!
      Kiedy za nim wyszła, chłopak znikał już za rogiem. Widziała tylko jego powiewający płaszcz na tle zachodzącego słońca. Westchnęła przejęta, po czym smętnie ruszyła w stronę wieży.
      - Hermiona!
      Obejrzała się za siebie. Gonił ją Charlie. Przyspieszyła kroku.
      Jeszcze niedawno chciała z nim porozmawiać, a teraz uciekała przed nim. Nie miała pojęcia, jak to się działo. Nie rozumiała samej siebie.
      - Hermiona, proszę, stój!
      - Czego chcesz, Charlie? – poddała się i warknęła.
      - Porozmawiać… Unikasz mnie… Nie wiem, dlaczego!
      - Och, Brown! Nie rób ze mnie głupiej! Już dosyć namieszałeś w moim życiu! Daj mi święty spokój! – jęknęła i zaczęła iść. Chłopak chwycił ją mocno za łokieć, przytrzymując ją.
      - Brown? Od kiedy tak mnie nazywasz? – spytał delikatnym głosem. Głosem, którego chciała słuchać.
      - Od kiedy dowiedziałam się, że współpracujesz z Sam-Wiesz-Kim – odparła płaczliwym tonem. Próbowała się uwolnić z jego uścisku, który teraz przybrał na sile.
      - Skąd wiesz, szlamo?
      - Od kiedy tak mnie nazywasz? – zironizowała. Niepotrzebnie. Po chwili czuła palący ból na policzku. – Nie waż się mnie bić, Brown!
      - Bo co, szlamo?! Takie jak ty,  nie potrafią nic, prócz…
      Wyrwała rękę z jego uścisku i szybkim krokiem ruszyła w tłum ludzi, który właśnie się do nich zbliżał. Udało jej się uciec.
*
      - Dlaczego?! Dlaczego zawsze muszę cię spotykać, Malfoy?! Czy to jest jakaś kara?! Merlinie! – warknęła, kiedy drogę zastawił jej blondwłosy chłopak.
      - Jakaż to radość mnie spotkała, że spotykam małą zdrajczynię krwi – zakpił Ślizgon.
      Dziewczyna zmierzyła go wzrokiem, którego posiadaczem mógłby być bazyliszek. Próbowała go wyminąć, ale chłopak zgrabnie znów zastąpił jej drogę.
      - Czego chcesz, łajzo? – burknęła, pocierając sobie czoło.
      - Bądź miła, Springsteen! – upomniał ją chłopak, od niechcenia przyglądając się swoim paznokciom.
      - Malfoy, ja nie mam ochoty na urządzanie ci kolejnej pogadanki na temat „bycia miłym” – sarknęła. – Chcę cię tylko grzecznie ominąć, żeby nie zarazić się tchórzostwem!
      - I znów wychodzi z ciebie lwica! Schowaj pazurki, maleńka! Chcę z tobą tylko porozmawiać!
      Gryfonka parsknęła, zakładając ręce na piersi.
      - Więc mów! Byle szybko! Nie mam całego wieczora, żeby słuchać twoich fascynujących wynurzeń na temat Voldemorta!
      - Nie powinnaś wymawiać tego imienia, Springsteen! – warknął, spoglądając na nią groźnie.
      Dziewczyna wybuchła śmiechem, po czym spojrzała na niego krytycznie.
      - Ja się nie boję wymawiać tego imienia, Malfoy!
      - W takim razie jesteś głupsza, niż myślałem…
      - Powiedz mi, szczurku, macie jakieś lekcje z bycia wyśmienitym Śmierciożercą? Bo jeśli tak, to albo je opuszczasz, albo macie fatalnych nauczycieli…
      - Springsteen, zamknij się!
      - Powiedz, Malfoy… Co takiego masz z przynależności do nich? Ja rozumiem, że chcesz żyć w świecie bez tych twoich szlam, ale wszystko ma swoje granice! Myślisz, że dasz radę zabijać dziesiątki, setki niewinnych, bezbronnych ludzi? Jak myślisz, będziesz mógł potem spać?
      Mówiła spokojnym, opanowanym głosem, wwiercając w niego swoje ciemne oczy. Nigdy wcześniej jej takiej nie widział. Nie miała teraz tych pazurków, które zwykle pokazywała.
      - Nie mam zamiaru cię nawracać. To ty wybrałeś swój los. Pamiętaj tylko, że wkrótce możesz umrzeć – powiedziała, po czym wyminęła go z gracją i odeszła.
      Chłopak stał chwilę w osłupieniu, wdychając ostatnie opary jej waniliowych perfum. Uśmiechnął się krzywo, po czym zszedł do lochów, starając się wyrzucić z pamięci obraz jej czarnych, ciepłych oczu.
*
      Hermiona siedziała samotnie w pokoju wspólnym i udawała, że czyta. Wpatrywała się tępo w te same zdania od kilku godzin. Oczy piekły ją niemiłosiernie, a całe ciało było ścierpnięte.
      - Hermiona, chodź spać… - zwróciła się do niej Sophie godzinę wcześniej, delikatnie głaszcząc ją po plecach. Zaprzeczyła szybko głową, na co jej przyjaciółka wzruszyła bezradnie ramionami. Ucałowała ją w czoło, czego dawno nie robiła, i poszła do dormitorium dziewczyn. Tym sposobem została sama.
      Czekała na swojego przyjaciela, ciągle sprawdzając zielony kamień wiszący na jej szyi. Nic się nie działo. Nie był cięższy, nie zaświecił się… Był dokładnie taki sam, jak w dniu kiedy go założyła.
      Zamrugała oczami, po czym zatrzasnęła książkę. Wstała z fotela i zaczęła chodzić po pokoju. Nagle obraz uchylił się i przez dziurę w ścianie wszedł zmarnowany, ciemnowłosy chłopak.
      - Harry! – zawołała, podbiegając do niego i rzucając mu się w ramiona.
      - Hermiona, czemu nie śpisz? – wyszeptał troskliwie, odsuwając ją od siebie.
    - Czekałam… - mruknęła, machając ręką lekceważąco. – Nic ci nie jest? Dobrze się czujesz? – Zasypała go pytaniami, badając dłońmi stan jego twarzy i klatki piersiowej.
      Chłopak spojrzał na nią z politowaniem, po czym przyciągnął ją do siebie i mocno przytulił.
      - Głupia wariatko! Jestem cały! Spokojnie! Jestem tylko zmęczony – wyszeptał jej do ucha, po czym musnął ustami jej policzek. Hermiona uspokoiła się. Kiedy ją puścił, od razu udał się do dormitorium chłopców. Spojrzała za nim i, spokojniejsza, sama poszła się położyć.

      Miała koszmary. Śniło jej się, że jest rozdzierana od wewnątrz. Miała uczucie, jakby ktoś wyrywał jej kawałek duszy, powodując potworny ból i palący gniew. Miała ochotę coś rozwalić, zniszczyć wszystko.
Widziała siebie, jak mierzy białą różdżką w jakiegoś mężczyznę. Wypowiada cicho Crucio  i upaja się cierpieniem, jakby próbując zrekompensować sobie własną stratę i swój ból.
      
      Obudziła się na podłodze, cała zlana potem. Obok niej klęczała Sophie ze zmartwioną miną.
      - Wszystko dobrze, mała! Już dobrze! To był tylko koszmar! Okropny koszmar! Już dobrze… - powtarzała Springsteen, delikatnie ścierając chusteczką pot z czoła Hermiony. – Już wszystko będzie dobrze! Ochronię cię, mała! – szeptała cicho dziewczyna.
      - Która godzina? – spytała półprzytomnie Granger, kiedy już się uspokoiła.
      - Szósta… Ale spokojnie, jest sobota… możesz jeszcze pospać… - tłumaczyła dziewczyna. Hermiona potrząsnęła głową. Odgarnęła mokre włosy z twarzy i powoli wstała.
      - Dzięki, Soph… Jesteś najlepszą przyjaciółką na świecie… - szepnęła słabym głosem. Springsteen uśmiechnęła się do niej ciepło i wróciła do łóżka.
      Panna Granger wzięła chłodny, orzeźwiający prysznic, umyła włosy, które potem wysuszyła jednym zaklęciem. Spojrzała na swoje odbicie w lustrze. Podkrążone oczy mówiły same przez siebie i nadawały jej twarzy przemęczony wyraz. Westchnęła, sięgając po grzebień. Po kilku ruchach stwierdziła, że to nie ma sensu i, ubrana już, poszła na śniadanie.
*
      - Hermiona, czy ty w ogóle spałaś? – rzucił Potter, siadając naprzeciw niej. Skinęła lekko głową, wpatrując się w filiżankę herbaty.
      - Co się dzieje? – spytał, jednak ona nie odpowiedziała. Siedziała tak, nie zwracając na nikogo uwagi, nic nie jedząc.
      - Co jej jest, Sophie? – spytał Potter. Dziewczyna wzruszyła ramionami.
      - Miałam nadzieję, że ty mi powiesz, Harry – rzuciła sceptycznie. - Wczoraj długo nie chciała iść spać, a kiedy już się położyła, wrzeszczała na całą sypialnie. Musiałam rzucić na nią wyciszające, żeby Lavender i Parvati nie marudziły! Na sam koniec spadła z łóżka i dostała drgawek!
      Potter zamyślił się, przyglądając się przyjaciółce. W końcu obszedł stół i chwycił ją pod ramie.
      - Chodź! – mruknął. Posłusznie wstała i ledwo powłóczyła nogami. Nie obchodziło jej to, kto ją wyrwał z Wielkiej Sali, ani nawet gdzie chciał ją zabrać. Ciągle myślała o swoim śnie i nie miała pojęcia, o co w nim chodziło.
      Wybraniec posadził ją na łóżku w Pokoju Życzeń, po czym usiadł naprzeciwko niej.
      - Hermiona! Hermiona! – zawołał, machając jej ręką przed oczami. – Hermiona, ocknij się!
      Dziewczyna spojrzała na niego nieobecnym wzrokiem, jakby zamglonym.
      - Hermiona, co się dzieje? – spytał Potter. Granger nie odpowiedziała, kładąc się na łóżku i zwijając w kłębek. – Chcesz spać? Powiedz! Odezwij się! Hermiona!
      Skinęła głową, wyciągając dłoń do niego. Podał jej swoją, a ona lekko go pociągnęła, dając mu znać, żeby się położył obok niej.
      Kiedy ułożył się obok niej, wtuliła się w niego, kurczowo ściskając jego koszulę. Spojrzał na Hermionę; miała szeroko otwarte oczy, wpatrujące się w punkt ponad nim.
      - Harry – szepnęła po kilku minutach.
      - Tak?
      - Jestem potworem…
      - Co?... Nie jesteś! Co ty wygadujesz!
      - Wczoraj zaatakowałam Snape’a i posłałam go na ścianę. Przynajmniej tak mi się wydaje. Nie wiem, bo nic nie pamiętam! Jeszcze ten okropny sen w nocy… Rzucałam na kogoś Cruciatusa… Harry… ja jestem potworem!
      - Hermiona, to był tylko sen! Nie jesteś potworem! Nie wiem, co się stało ze Snapem, ale to na pewno też był wypadek… - powiedział cicho. – Nie mogłabyś nikogo skrzywdzić, mała…
      - Harry… boję się – jęknęła, a łzy potoczyły się po jej policzkach. Wtuliła twarz w jego klatkę.
      - Hej! Nie płacz! Nie bój się… Jestem tutaj… Śpij! Obronię cię przed wszystkimi… Nic ci już nie grozi…
Po chwili już spała, jednak wciąż trzymała się kurczowo jego koszuli. Sapnęła cicho przez sen, a on delikatnie gładził ją po plecach. Wtulił twarz w burzę jej loków i również zasnął.
*
      Do dzisiejszego dnia nie wiem, czy właśnie to wspólne spanie nas połączyło, czy było to jeszcze wcześniej… Do dzisiaj nie wiem, czy moja miłość do Harry’ego Pottera zaczęła się rozwijać wtedy, czy może już go kochałam?
W każdym razie, od tamtego dnia, nigdy nie pomyślałam już o Charliem, nigdy nie wspomniałam Kruma i nawet sobie nie zdawałam z tego sprawy. Może byłam zbyt ślepa, żeby widzieć, że przyjaźń zaczęła przeradzać się w coś większego. Może po prostu za bardzo się bałam o jego tyłek, żeby dać sobie szansę na uwierzenie w tę miłość.
I kiedy dzisiaj to piszę, myślę, że to zdarzenie było moim gwoździem do trumny…
*
      - Soph, gdzie jest Hermiona? – spytał Leonard, przysiadając się do swojej przyjaciółki w bibliotece. – Nie widziałem jej cały dzień!
      - Nic dziwnego – mruknęła z cwanym uśmieszkiem na twarzy, nie odrywając wzroku od książki.
      - Hm?
      - Potter ją gdzieś zabrał zaraz po śniadaniu. Nie ma ich w wierzy Gryffindoru… Przeszukałam nawet lochy. Nigdzie ich nie ma…
      - I co?! I ty sobie teraz tak siedzisz, jak gdyby nigdy nic?! A jeśli on jej coś zrobi?! – fuknął Krukon. Kiedy pani Pince syknęła na niego, przeprosił.
      - Leo… Potter nic jej nie zrobi. No chyba, że ją pocałuje…
      - Ale Sophie! Nie możesz tu siedzieć tak… Jak to pocałuje?! – Chłopak rozdziawił zabawnie usta i patrzył na swoją przyjaciółkę.
      - No, tak to! W nocy widziałam, jak się do niego przytulała –odparła i spojrzała na niego znacząco. - I to nie był taki uścisk, jakim nas obdarza. To był uścisk, jakim ty obdarzasz Jake’a, kiedy wraca z nocnych eskapad.
      Mitchell zrobił zdziwioną minę i jeszcze bardziej otworzył usta.
      - Leo, zamknij buzię, bo ci testral wleci… - mruknęła rozbawiona, przewracając kartkę.
      - Miona się zakochała? ­­– zaintonował Leo, patrząc pytająco na Sophie. Dziewczyna wreszcie na niego spojrzała i przytaknęła z szerokim uśmiechem.  – Ale, że w Potterze? Jesteś pewna? – spytał niedowierzającym tonem.
      Sophie przewróciła teatralnie oczami.
      - Leo, twoje wypowiedzi stają się coraz bardziej infantylne! Jak na Krukona, inteligencją nie grzeszysz!
      Mitchell uniósł jedną brew i spojrzał na przyjaciółkę. Była rozbawiona i starała się nie wybuchnąć śmiechem.
      - Proszę, zamknij buzię, Leo! Przynosisz sobie wstyd! – powiedziała, powstrzymując się od śmiechu. Chłopak zrobił to i odgarnął grzywkę z czoła. Rozciągnął się na krześle i wpatrywał w sufit w czasie, gdy Sophie czytała książkę.
      - Musimy chronić Hermionę! – zagadnął ją po kilkunastu minutach. Sophie spojrzała na niego zdumiona.
      - Przed Potterem?
      - Nie! Przed Brownem! Wczoraj widziałem, jak ją spoliczkował. Już  miałem do nich podejść, ale zdążyła uciec…
      - Musimy powiedzieć o tym Potterowi…
      Chłopak skinął głową i szybko wstał z miejsca.
      - Dokąd?! – syknęła.
      - No, do Pottera…
      Dziewczyna klepnęła się otwartą dłonią w czoło i spojrzała na chłopaka krytycznie.
      - Leonard, czy ty mnie w ogóle słuchasz?! Powiedziałam ci przed chwilą, że jest z Hermioną nie wiadomo gdzie! Włącz, proszę cię, funkcje myślenie! Zanim zacząłeś się zadawać z Jakiem, lepiej ci to szło – mruknęła zduszonym głosem. Chłopak sapnął i z powrotem opadł na krzesło.
      - Może masz rację… - mruknął cicho, na co dziewczyna odpowiedziała mu tylko cichym pomrukiem.
*
      - Hermiona – szepnął, lekko ją szturchając. – Hermiona, obudź się…
      Dziewczyna poruszyła się niespokojnie i spojrzała na przyjaciela. Miał bardziej, niż zwykle rozwichrzone włosy. Patrzył na nią swoimi zielonymi, tak bardzo ciepłymi, oczami.
      - Która godzina? – mruknęła zaspana i przetarła piąstkami oczy.
      - Myślę, że blisko południe. Wstawaj, mała! – Uśmiechnął się do niej zachęcająco, wciąż robiąc za poduszkę.
      - Muszę? – jęknęła niezadowolona, poprawiając się na Potterze. Chłopak zaśmiał się.
      - Tak! Nawet nie tknęłaś śniadania! Nie wspomnę już o tym, że się jeszcze dziś nie uczyłaś.
      - Harry… Nie chce mi się… - bąknęła, przymykając oczy.
      - Hermiona… Co się dzieje? – spytał zmartwiony , wychylając się tak, by zobaczyć jej twarz.
      - Nie chce ich  jeszcze widzieć. Chce leżeć tutaj, z tobą. Chce odpocząć od nich wszystkich – zwróciła się do niego płaczliwym tonem. Chłopak spojrzał na nią i poddał się. Wyraz jej zmęczonej twarzy z błagalnym spojrzeniem przekonał go. Nie mógł jej odmówić.
      - Ale jeść coś musisz! Gdyby Sophie się dowiedziała, że nie dałem ci jedzenia, zamordowałaby mnie na korytarzu pełnym ludzi!
      Dziewczyna zaśmiała się, przeciągając się jak kotka.
      - Zgredek! – zawołał Harry. Po chwili zmaterializował się przed nimi skrzat. Hermiona uśmiechnęła się do niego przyjaźnie, podpierając się na łokciach.
      - Witaj, Zgredku! – przywitała go radośnie.
      - Harry Potter i ukochana Harry’ego Pottera! Harry Potter sir, co Zgredek może zrobić dla niego i jego dziewczyny?
      - Zgredku, Hermiona nie jest moją dziewczyną – wytłumaczył się szybko Harry, a Hermiona cicho zachichotała.
      - Zgredek przeprasza! – powiedział płaczliwym tonem skrzat i pacnął się dłonią w czoło.
       - Już dobrze, Zgredku – zwróciła się do niego delikatnym głosem Hermiona. – Czy mógłbyś nam przynieść jakieś jedzenie? Choćby kanapki? – poprosiła. Oczy Zgredka rozszerzyły się, a na jego małą twarzyczkę wpełznął uśmiech.
      - Oczywiście! Co tylko panienka sobie życzy! – zawołał i po chwili zniknął z cichym trzaskiem.
      - Jego też owinęłaś sobie wokół palca – mruknął chłopak, rozbawiony. Spojrzała na niego sceptycznie.
      - Jak to - też? Kogo jeszcze sobie owinęłam? – spytała zaciekawiona, przewracając się na brzuch.
      - No… - Chłopak zawahał się, uciekając wzrokiem i pocierając dłonią kark. Hermiona kiwała głową, jednocześnie próbując powstrzymać się od śmiechu.
      - Bardzo proszę, panienko Hermiono, to dla pani! – mówił szczęśliwy skrzat, kładąc przed Hermioną talerz naleśników z czekoladą i stawiając na stoliczku obok dzbanek gorącej herbaty. – Harry Potter sir! To dla pana!
      Harry otrzymał talerz ładnie wyglądającej owsianki.
      - Ale pyszności! Zgredku, dziękujemy ci ślicznie! Teraz możesz wracać do swoich zajęć – odparła Hermiona z podziękowaniem. Skrzat uśmiechnął się szeroko, po czym znów zostali sami.
      - No proszę… Czyli jednak polubił cię bardziej, niż mnie!
      - Nie pasuje ci owsianka? – spytała, siadając wygodniej na łóżku. – Chcesz to możemy się zamienić – zaproponowała, podsuwając mu pod nos swój talerz.
      - Nie! Ty jeszcze dzisiaj nic nie jadłaś, więc takie naleśniki dobrze ci zrobią.
      - Mogę się z tobą podzielić. I tak nie zjem ich wszystkich…
      - Jeśli nie dasz rady, skończę za ciebie. A teraz przestań gadać i wcinaj – rozkazał, patrząc na nią wyczekująco. Dopiero kiedy dziewczyna kończyła pierwszego naleśnika, chłopak zaczął jeść swój posiłek.
      - Już nie mogę… - mruknęła, odsuwając od siebie talerz.
      - Jak to?! Tylko dwa?! Chyba sobie żartujesz! – bąknął niezadowolony i przejął jej talerz. Ukroił kawałek jedzenia i nabił na widelec. – Za tatusia!
Hermiona spojrzała na niego niedowierzająco.
      - Teraz to ty żartujesz… Na pewno nie dam się karmić! – żachnęła się, zakładając ręce na piersi.
      - Nie grymaś, dziewczynko! Otwieraj buzię! – powiedział chłopak z poważną miną.
      - Ale ja już nie mogę, Harry… - jęknęła, patrząc na niego błagalnie.
      - Otwórz buzię, maleńka!
      - Nie jestem maleńka! – oburzyła się.
      - Otwieraj, bo…- zagroził, patrząc na nią znacząco. Chcąc nie chcąc, poddała się i spełniła jego rozkaz. – Grzeczna dziewczynka – powiedział, wkładając jej do ust kawałek naleśnika. Zmrużyła groźnie oczy.
      - Przeginasz, wiesz? – mruknęła, kiedy on powiedział „za mamusię”.
      - Skoro dzidzia nie potrafi sama jeść, to trzeba ją nakarmić – rzucił od niechcenia, celując widelcem w buzię dziewczyny.
      - Pożałujesz tego! – bąknęła jeszcze i pozwoliła się karmić dalej. Chłopak z wesołością patrzył na morderczy wyraz twarzy przyjaciółki.
      - Teraz już naprawdę nie mogę, Harry! – poskarżyła się, patrząc na niego błagająco. – Błagam cię, nie wmuszaj mi już więcej… Zaraz pęknę!
Chłopak spojrzał na talerz, z którego zniknęły jeszcze dwa naleśniki. Skinął głową i wrócił do swojej zimnej już owsianki.
      - To kogo jeszcze owinęłam sobie wokół palca, hm? – spytała, układając się wygodnie na łóżku.
Chłopak o mały włos zakrztusił się ostatnią łyżką owsianki. Spojrzał na przyjaciółkę i widział, że nie odpuści.
      Następnym razem, Potter, ugryź się w język, ok?
      - No… Mnie na przykład… - bąknął niewyraźnie.
      - Możesz powtórzyć?
      Chłopak odchrząknął i z rumieńcami na twarzy powtórzył.
      - O! – Teraz i Hermiona się zarumieniła. Odchrząknęła kilka razy, wiercąc się na łóżku. – A czemu tak uważasz? – spytała szeptem.
      Chłopak spojrzał na nią z nikłym uśmiechem na twarzy. Wciąż miał czerwone od wstydu policzki, jednak patrzył jej prosto w oczy.
      - Sam nie wiem. Może po prostu dlatego, że jesteś, że się o mnie martwisz, troszczysz… Masz do mnie cierpliwość… - Zaśmiali się oboje.
      - Harry, jesteś moim przyjacielem! Muszę się o ciebie troszczyć.
      Uśmiechnęła się do niego delikatnie i pogłaskała po dłoni. Chłopak odstawił swój talerz i usiadł, opierając się o wezgłowie łóżka.
      - Sam nie wiem, jak zdołałem przeżyć bez twojej pomocy. Chciałbym, żebyś mogła ze mną szukać horkrusków…
      - To może mogłabym? – podsunęła nieśmiało.
      Chłopak szybko potrząsnął głową, spoglądając na nią z góry.
      - Nie! Tutaj jesteś bezpieczniejsza, a poza tym… lubię, kiedy na mnie czekasz – powiedział cicho. - Kiedy byłem w tej parszywej jaskini, sam nie wiem dlaczego, ale myślałem o tobie. Wiedziałem, że na mnie czekasz i że muszę do ciebie wrócić, żebyś się nie martwiła.
      - A co musiałeś zrobić, żeby zdobyć tego horkruksa?
      - Musiałem przepłynąć przez jezioro, wypić jakiś ohydny eliksir, by w końcu pokonać zgraję inferiusów. Tylko dzięki tobie mi się to udało. Dzięki tobie i lekcjom. Przez te dwa miesiące, nauczyłaś mnie więcej przydatnych zaklęć, niż możesz to sobie wyobrazić. Zawdzięczam ci życie, Hermiono – powiedział, patrząc na nią czule. Uśmiechnęła się i znów pogłaskała go po dłoni. Chłopak zsunął się i teraz leżał obok Hermiony. Oboje wpatrywali się w sufit, ale każde z nich było zupełnie gdzie indziej myślami.
      Hermiona myślała o swoim zachowaniu. O tym, jak szybciej, niż zwykle potrafi się wściec i do czego jej furia może prowadzić. Nie była pewna, czy będzie w stanie stanąć oko w oko z nauczycielem. Bała się, że mężczyzna zemści się na niej. A ona przecież nie chciała… I ten sen, w którym cieszyła się z bólu jakiegoś człowieka. Nie wiedziała, co ma o tym wszystkim myśleć.
      Harry natomiast myślał o niej. O tym, ile zdążyła dla niego zrobić przez te kilka miesięcy. Sprawiła, że znów był w stanie uwierzyć w to, że pokona Voldemorta raz, na zawsze. Zerknął na nią. Uśmiechnął się pod nosem. Ładna, mądra, odważna, wspaniała przyjaciółka. Przewrócił się na bok, tak, że mógł teraz na nią swobodnie patrzeć.
      Być może Hermiona nie była najpiękniejszą dziewczyną w Hogwarcie, ale brzydka też nie. Burza brązowych loków, które okalały jej twarz i rozłożyły się teraz wygodnie na poduszce, dodawały jej charakteru. Ciepłe, brązowe oczy przypominały czekoladę. Lubił w nie patrzeć – zawsze spokojne, opanowane... i takie czułe. Przebiegł dalej wzrokiem jej ciało, jednak już po chwili ocknął się i uświadomił sobie, gdzie właśnie spoczęło jego spojrzenie. Zaklął w myślach. Cholera! To tylko przyjaciółka, Potter! Postanowił więc znów przewrócić się na plecy. Była to zdecydowanie bezpieczniejsza pozycja.
       - Co się tak wiercisz? – spytała.
      - Szukam odpowiedniej pozycji – odpowiedział szybko, wymazując z pamięci obraz jej piersi, okrytych czarnym sweterkiem.
      - Widziałam, jak się na mnie gapisz, Harry! – warknęła, lecz na jej twarzy można było dostrzec rozbawienie.
      - Granger, nie myśl sobie zbyt wiele! – sarknął, również rozbawiony.
      - Oho! Mówimy po nazwisku? Czyżbyś był spięty? – spytała, unosząc się na łokciu i spoglądając na niego.
      - Nie, skądże – skłamał.
      Uśmiechnęła się pod nosem, po czym odwróciła się na brzuch.
      - A może tak rozładujemy to napięcie, hm? – rzuciła.
      - Co?! – zdumiał się.
      - Harry!
      - Jestem tylko nastolatkiem! Nic na to nie poradzę…
      Nie dokończył, bo Hermiona rzuciła się na niego i zaczęła łaskotać. Śmiał się głośno i nie mógł złapać tchu.
      - Hermiona! – wysapał. – Błagam!
      Dziewczyna z uśmiechem satysfakcji oderwała palce od jego ciała. Położyła się na swoim poprzednim miejscu.
      - A masz! Za wmuszanie we mnie posiłku!
      - Nie wiedziałem, że jesteś pamiętliwa.
      W odpowiedzi pokazała mu tylko język i cicho się zaśmiała.
*
      Sophie patrolowała korytarze, kiedy ktoś chwycił ją za rękę i wciągnął do opuszczonej klasy. Nie wydała z siebie żadnego dźwięku, ale szybkim ruchem wyciągnęła różdżkę. Zwinnie okręciła się i stanęła twarzą do Malfoy’a.
      - Do stu tysięcy pędzących hipogryfów! Znowu ty, parszywcu?! – warknęła, wbijając mu różdżkę w gardło.
      - Puść mnie, szmato!
      Sophie owszem puściła go, ale tylko po to, żeby wziąć porządny zamach i wymierzyć mu cios w brzuch. Chłopak zatoczył się i upadł na ziemię.
      - Nigdy mnie tak nie nazywaj, wredna łajzo! – wycedziła wściekła przez zęby. – Przestań się koło mnie szwendać, bo źle skończysz! Nawet w Mungu ci nie pomogą! Mam cię dość, szczurze!
      Chłopak powoli podnosił się z klęczek, patrząc prosto w oczy pannie Springsteen.
      - Czego ty ode mnie chcesz, Malfoy?! Nauki ciosów, bo ciągle ci ich za mało?! Nie uczą was tego w szkole dla Śmierciożerców?! Ach, no tak! Jesteście za głupi, żeby się czegokolwiek nauczyć! – krzyczała na niego, wymachując groźnie rękoma. – Uwzięliście się, żeby oczyścić świat z mugolaków i zdrajców krwi, ale to was powinno się eksterminować! – wypluła. – Ty i twoja rodzina uważacie się za takich wielkich wojowników, ale jak przyjdzie co do czego, pierwsi uciekniecie, gdzie pieprz rośnie! Nie ja tu zdradzam własną krew, Malfoy, a wy! To wy nie potraficie wybierać! Mam cię dość, Malfoy! Rzygam tobą! Daj mi spokój...
      Nie dokończyła. Chłopak przerwał jej monolog pocałunkiem, tak jak każdy wcześniejszy. Tym razem nie odepchnęła go przez długą chwilę. Zatracali się oboje w tym pocałunku zrodzonym z furii.
      Po dłuższej chwili, dziewczyna wyrwała się i trzasnęła głośno drzwiami.
      - No proszę! Chociaż ja nie dostałem! – sarknął, trzymając się za usta.
*
      Granger i Potter wrócili do wierzy dopiero po kolacji. Przez całą drogę do wierzy, trzymała go pod ramię i śmiała się z jego dowcipów. Dawno tak dobrze nie spędziła soboty. Kiedy weszła do dormitorium, przeraziła się.
      Pościel z łóżka Sophie znalazła się na podłodze, nie wspominając, że z poduszki została jedynie poszewka. Pióra wirowały jeszcze w powietrzu. Wszystkie rzeczy z szafki nocnej Sophie, ale także i Hermiony, również znalazły się na podłodze. Szklane odłamki wazonu wyśmienicie komponowały się z czerwonym dywanem. Nawet zasłony okienne były podarte.
      W samym środku tego piekła siedziała Sophie, próbując rozerwać poduszkę Hermiony.
      - Sophie! – krzyknęła Gryfonka i podbiegła do dziewczyny.
      - Nienawidzę tego gnoja, Hermiona! Nienawidzę go, naprawdę, ale uwielbiam, kiedy mnie całuje! Kretyn! Palant! Idiota! Pieprzona łajza i ścierwojad! Mam ochotę go zamordować! – ryknęła w stronę swojej przyjaciółki. Hermiona uklękła obok niej i przygarnęła do siebie. Otoczyła ją ramionami, delikatnie się z nią kołysząc. Springsteen, która nigdy nie płacze, teraz wybuchła głośnym szlochem. Hermiona głaskała ją po plecach, cicho nucąc. Tak właśnie uspokoiła małą Sophie, kiedy ta została zbesztana przez Snape’a w pierwszej klasie.
    - Co się stało? – spytała po chwili brązowowłosa dziewczyna. Sophie wciąż przytulając się do przyjaciółki, mruknęła:
      - Malfoy! Zawsze on się dzieje!
      Hermiona zmrużyła oczy, nie bardzo rozumiejąc o co chodzi. Wszyscy nienawidzili Malfoya, ale żeby przez niego robić taki bałagan w pokoju?! Po sekundzie dotarło do niej, co Sophie powiedziała o całowaniu.
      - Malfoy cię całuje?!
     - Tak! Nienawidzę go za to! Nienawidzę siebie, że mi się to podoba! – Jasnowłosa Gryfonka głośno zawyła. Hermiona westchnęła ciężko, po czym wyjęła różdżkę i machnęła nią. Wszystko wróciło do stanu normalności.
      - Powiesz mi, Sophie, co się dzieje? – poprosiła cicho dziewczyna. Springsteen pociągnęła nosem. Po chwili odchyliła się od swojej przyjaciółki i otarła oczy wierzchem dłoni. Cichym głosem opowiedziała jej o wszystkim, co zaszło między nią, a Malfoy’em. O tym,  że kiedy tylko go spotyka on zazwyczaj najpierw daje jej sobą pomiatać, by w punkcie kulminacyjnym, wpić się w jej usta i odebrać jej władzę w nogach.
      - A wiesz, mała, co jest w tym wszystkim najgorsze? – spytała, patrząc przyjaciółce prosto w oczy.
      - Że wciąż rozpamiętujesz każdy pocałunek i każdego ranka budzisz się, zastanawiając, czy może znów to dziś nastąpi? – podsunęła nieśmiało Granger. Sophie kiwnęła głową. – Wiem, Soph… Do dzisiaj tak mam, kiedy myślę o Charliem. – Spuściła głowę, obracając w dłoniach różdżkę.
      - Wciąż ci się podoba? – zdziwiła się Sophie. – Nawet po tym, kiedy cię uderzył?
      Hermiona nie podniosła głowy, jedynie potrząsnęła nią.
      - Sophie, ja nigdy nie zaznałam tyle czułości, co od niego. Po prostu żałuję, że to nie skończyło się inaczej.
       - No, ale masz Harry’ego…
      Granger uśmiechnęła się pod nosem, potakując głową.
      - Ale mam Harry’ego… - powtórzyła szeptem Granger, patrząc głęboko w oczy przyjaciółki.

_____
revenio – z fr. ”revenir” wracać

36 komentarzy:

  1. Witaj moja kochana Eileen.

    Od razu przeproszę za swój komentarz, bo jestem w tragicznym stanie. Nienawidzę, jak płaczę i nie wiem dlaczego. Albo to przez to co właśnie napisałam, albo przez to co przeczytałam u Ciebie, albo przez piosenkę Mandy Moore. Są trzy wyjścia, a ja nie mam pojęcia. Choć u Ciebie nie było nic smutnego, wręcz przeciwnie, ale to nie oznacza, że Leire nie może wybuchnąć gromkim płaczem <-- tak, tego nie zrozumiesz. Taka już ma natura.

    Ale przechodząc do historii.
    Długi rozdział, ale ciekawe, bo zawiera wiele różnych scen, z wieloma bohaterami.
    Gdy Harry miał odejść na poszukiwane horkruksów , a Hermiona nie chciała go puścić zrozumiałam jak bardzo lubię ten Team. Zawsze o wiele bardziej fascynowałam się parę Harry & Hermiona niż Ron & Hermiona. Mimo iż uwielbiam Ginny, to zawsze bardziej tamta dwójka mi do siebie pasowała i tutaj czytałam to, o czym zawsze chciałam przeczytać w książce (A potem zobaczyć w filmie).

    Malfoy & Springsteen. Wybuchowa para, ale mają coś w sobie niezwykłego. Potrafią się tak kłócić, że patrząc na dziewczynę wydaje mi się, że czytam o sobie. Dobrze, że nie piszesz, że jest u nich pięknie i kolorowo. Mają prawo się nienawidzić i to nimi kieruje, a miłość się dopiero do nich przebija. To nie trwa sekundę, to długi proces.

    Słowa jakby z pamiętnika Hermiony. No tu już ryczeć mi się zachciało koszmarnie. Nie wiem czym to tłumaczyć, nie wiem czy to przez to, że na to czekałam albo przez to, że wiem, że nie może być zbyt kolorowo. Choć z drugiej strony to twoje opowiadanie, może ty lubisz kolorowo i będzie tu szczęśliwie. Przepraszam, ale wszędzie patrzę przez pryzmat mojego opowiadania i swój wrodzony pesymizm.

    Mały komentarz do scenki z Brownem - A to cham. Miałam napisać coś innego, ale wolę nie zostawiać chłamu na twoim blogu w postaci bluźnierstw. Nienawidzę takich drani. Na miejscu Harry'ego wyzwałabym go na pojedynek.

    Scena z karmieniem była urocza. Ale najbardziej spodobało mi się to, że Harry spojrzał na nią jak na kobietę, a nie tylko na przyjaciółkę. Robisz to, co ja próbuje robić u siebie. Sprawiasz, że twoi bohaterowie dorastają i to uwielbiam, bo nie stoją w miejscu.

    I na koniec... "Ale mam Harry'ego" - nie wiem jak odbierać te słowa. Czy ona się z tego cieszy, czy nie? Jest zawiedziona, czy wydaje się jej, że Harry to nadal tylko Harry-przyjaciel. Granger ściągaj te okulary Potterowi i patrz jakiego masz przystojniaka przed sobą! Na co ty czekasz dziewucho! <--- me serce krzyczy.

    Przepraszam za te słowa, zapewne jutro albo za kilka dni odezwę się wysoce zażenowana swoim obecnych zachowaniem.

    Tymczasem życzę weny, więcej szczęścia i pozdrawiam, L. ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ps. Wiedziałam, że zapomnę. Cudowny szablon, a tą scenę z filmu co jest obrazek wręcz kocham. Jedna z moich ulubionych z Hermioną.

      Usuń
    2. Dziękuję, za wszystko! xD Również uwielbiam te scenę w filmie. Zawsze liczę, że może jednak Hermiona nie będzie z Ronem...
      Tak, ja rozumiem! Wypłacz się kochana! Dobrze jest się czasem wypłakać, ot tak, bez powodu, dla przykładu. Nie martw się - zimna i okrutna Eileen również ma takie dni.
      Kochana - lubię kiedy jest kolorowo, ale bez jaj! Zbyt wiele było już kolorów w tym opowiadaniu. Trzeba nadać mu trochę szarości i czerni.
      Rozumiem - Charlie właśnie taki miał być. Miał być zimnym dupkiem, który tylko wygląda na uroczego i słodkiego, a w głębi duszy jest... no dupkiem ;)
      "Mam Harry'ego..." możesz odebrać jak najbardziej pozytywnie, o czym świadczy uśmieszek pod zadartym noskiem panny Granger. ;)
      Ujęłaś w kilku słowach to, co ja zawsze krzyczałam do niej! Głupia dziewucha! ;D
      Nie przepraszaj - lubię, kiedy okazuje się, że nie tylko ja mam czasem problemy z utrzymaniem uczuć na wodzy. A jednak! Zimna Eileen ma uczucia!
      Całuję <3

      Usuń
    3. Tylko co by wtedy było z biedną Ginny? Nie wiem, zawsze czułam w tej kwestii jakiś niedosyt...
      Oj nienawidzę takich wieczorów, przez to jeszcze się nie wyspałam. I mam same tragiczne pomysły co do historii.
      Tylko nie zabijaj kolejnej osoby, Rona jeszcze Ci nie wybaczyłam :P XD
      A ktoś go ustawi w końcu?
      To dobrze, rozwiałaś moje wątpliwości :)
      Ja nie wiem Granger wgl nie myśli dobrze, bo to miało być tak, że ona bierze Pottera, a ja biorę Weasleya xD Tylko coś jej to nie wyszło xD
      Pozdrawiam, L. ;*

      Usuń
  2. Kochana Eileen :)

    Pierwsze moje wrażenie po przeczytaniu tego rozdziału jest tak pozytywne jak tylko mogłoby być pozytywne, pójdę szczęśliwa do pracy (pierwszy raz;)). Wszystko przez to, że w końcu na scenie zawitała Sophie i łachudra Malfoy! Jestem tego zdania, że powinnaś stworzyć dla nich odrębne opowiadanie i pisać tylko ich historię. Ja bym była tak nieziemsko szczęśliwa, że kurierem codziennie byś kwiaty dostawała xD Dobra, na razie zostawiam moją ulubioną parę i skupie się na tej pierwszej, tej najważniejszej, którą też oczywiście bardzo lubię w Twoim wydaniu. Szablon nieziemski! Dziewczyny nie płaczcie ;**!

    Czy Snape, kiedykolwiek był miły? Sam dziewczynę prowokował, stał jak gdyby nigdy nic, a potem dostał w czambo i jeszcze ma czelność się złościć! Ale ja nigdy go nie rozumiałam i pewnie zrozumieć mi jego postaci nie będzie dane. Aczkolwiek, bardzo fajnie go pokazujesz. Jest prawdziwy, a nie takie lelum polelum jak w niektórych opowiadaniach ;)

    Harry mógł o parę minut później wyruszyć po tego horkruksa! Jakbym miała do czynienia z facetem, który bije kobiety i notorycznym kłamcą, sama bym go skopała, poniżyła i wyrzuciła z Wieży Astronomicznej i wymyła dziesięć razy ręce. Co ja piszę.. Dziesięć razy to by było za mało na takiego podłego matołka!

    Nie chciałabym w życiu przeżyć takiego koszmaru jak Hermiona. Wydaje mi się, że ten sen na 100% był proroczy, tylko nie wiem kim byłby ten mężczyzna. Voldemort odpada w pierwszej kolejności, może matołek Brown ;>? Ile bym dała, żeby z takiego letargu zbudził mnie sam Harry Potter albo, żebym spała w jego ramionach. Marzenia przez wielkie M ;))

    Leonard, następna postać, którą darzę sympatią. Nie wiem czy wiesz, ale stworzyłaś wszystkich bohaterów tak sympatycznych, że chce się czytać i Twoich dziesięć stron to za mało jak dla mnie. Mogłabym czytać.. Nie, nie mogłabym, czytam (!) Twoje opowiadanie jak dobrą książkę!

    Ooo nie! Moment, kiedy Harry karmił Hermione kapitalny. Niezastąpiony i w ogóle mój ulubiony! Skąd takie pomysły Ci przychodzą do głowy? Z rozdziału na rozdział co raz bardziej mam przeczucie, że tych dwoje ciągnie bardzo do siebie. Ich dialogi, ich łaskotanie się po łóżku. Czas jaki ze sobą spędzają, wszystko jest tak pięknie ukazane. Stopniowo, nie ma od razu wielkiej miłości. Ja to już bym chciała teraz, zaraz.. A tutaj wszystko ładnie się ze sobą komponuje. Cud, miód i orzeszki ;)

    Teraz przyszedł czas na moją ulubioną parę (bez obrazy dla Hermiony i Harry’ego ;)). Sophie i Draco, miłość, która stworzyła się z nienawiści. Zawsze marzyła mi się taka miłość, ale coś nie mam szczęścia do takich miłostek. Wszystkie przepychanki słowne, te namiętne pocałunki, a potem ona ucieka! Jestem pewna, że poradziłabyś sobie pisząc o nich opowiadanie.. (weź pomyśl nad tym, co?).

    Mimo, że rozdział był długi, to napisany tak lekko, że nawet się nie zauważyło, kiedy się go skończyło. Jak już kiedyś wspomniałam, uwielbiam Twoje opowiadanie i nie przeżyłabym gdybyś je zawiesiła albo usunęła! Jest w nim tyle uczuć, szczęście, żal, nienawiść. Wszystko co powinno znaleźć się w prawdziwej książce.. Ja wiem, że kiedyś wydasz książkę, jestem tego pewna! ;)

    Pozdrawiam serdecznie,
    Liley

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Matko kochana! Twoje słowa sprawiają, że mam lepszy humor i nawet lepiej się czuję. Cytując klasyka: "przez jedno słowo tak jak owoc, rumienię się". No!
      Hm... Myślałam nad tym, ale jest to wciąż w fazie przemyśleń. :) Przemyślę to, obiecuję!
      Matołek Brown - widzę, gościa nie znosisz ;) Nie mam pojęcia dlaczego. Jest taki słodki i miły, uczynny, dobry, skromny... no i oczywiście nigdy! nie uderzyłby dziewczyny... Ta! Też gościa zrzuciłabym z Wierzy Astronomicznej, a najlepiej to z samego Księżyca! Leciałby i leciał, a potem byłoby, że deszcz meteorytów.
      Kochana, masz rację. Sen Hermiony jest proroczy, ale to nie chodzi o matołka Brown'a, niestety. ;) Już wkrótce (no dobrze, gdzieś tak pod koniec tej części opowiadania, czyli za jakieś 4, 5 rozdziałów) wszystko się wyjaśni. Dwanaście stron! Do teraz nie mogę uwierzyć, że tak się rozpisałam.
      A co do moich bohaterów... Staram się stwarzać nowe charaktery jako zwykłych ludzi, z normalnymi wadami i słabostkami. Cieszę się, że Ty również ich lubisz :)
      Pozdrawiam i całuję!

      Usuń
    2. Ja mam tak samo, kiedy Ty mi piszesz komentarze ;) W końcu musiałam się odwdzięczyć jednym porządnym.
      Nawet nie wiesz jak się cieszę, że o tym myślisz! Jeżeli już w końcu się namyślisz, chcę wiedzieć pierwsza. Będę zagorzałą czytelniczką i nic mnie od niego nie odciągnie. (Myślałby kto, że tak polubiłam Malfoya..) Na nowy rozdział będę czatować dzień i noc^^
      Oj, matołka Browna to bym poturbowała i to równo! Szkoda, że to nie on był w tym śnie. Oberwałoby mu się od Hermiony.
      Brawo! Twoi bohaterzy nie są wyidealizowani. W niektórych opowiadaniach wszyscy ociekają perfekcją.. :(

      Pozdrawiam ;*

      Usuń
  3. Aj kochana!
    Chyba jednak zaczynam być pod urokiem tego opowiadania.
    Nic dziwnego że pisanie go sprawia ci tak wielką przyjemność.
    Sam rozdział wydaje się fascynujący.
    I nie będzie dla mnie nowością jeśli Ci powiem że wręcz spodobał mi się wątek Dracze i Sophi.
    Jestem ciekawa co z tego wyniknie.
    Może jakiś zakazany romans?
    No i Harry i Hermiona.
    nawet podoba mi się sam pomysł.
    Zawsze uważałam że Hermiona lepiej pasuje do Harry'ego niż Rona i wcale nie dlatego, że nie lubię Rudzielca.
    I te tajemnicze sny Granger...
    zaczynam się poważnie o nia martwić...
    coś czuje że się za tym kryje coś więcej.
    Aj pozostaje mi czekać na ciag dalszy.
    pozdrawiam;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Och, cieszę się bardzo. Może choć trochę wybaczysz mi brak rozdziałów na tamtym...
      Cieszę się również, że podoba Ci się wątek Sophie i Draco. Och, może nie taki zakazany;) Ja też wspierałam od zawsze tę parę, niż Rona i Hermionę. Nie pasowali mi nigdy do siebie. Sama nie wiem, w sumie, czemu.
      Pozdrawiam ;)

      Usuń
  4. Na wstępie - zauważyłam tragiczny błąd - wieży pisanej przez ż! Jestem trochę przeczulona na tym punkcie i proszę, popraw to.
    Szczerze powiedziawszy, nie rozumiem relacji Sophie i Draco. Jest zbyt nieprawdopodobna - znasz jakąś parkę, która najpierw rzuca w siebie wyzwiskami, a potem się całuje? Nie wydaje mi się, żeby było to wiarygodne i średnio mi się podoba.
    Zdecydowanie bardziej przemawia do mnie rodzące się uczucie pomiędzy Harrym a Hermioną. Jest bardziej realne , poza tym zawsze uważałam, że pasują do siebie lepiej niż Ron. Ten fragment, w którym leżeli obok siebie wypadł przekonująco. Był nawet trochę zabawny ;).
    Ogólnie to mimo że rozdział był długi, nie odczuwam tego, bo czytało się lekko i opisy były barwne.
    Trochę mi wstyd pozostawiać tak krótki komentarz w porównaniu z moimi poprzedniczkami, ale ja nie potrafię pisać tak długo i rozlegle. Pozdrawiam. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. już poprawiłam! masz rację - tragiczny błąd...
      A no znam. ;) i powiedzmy, że trochę się na nich wzoruję. ;) troszeczkę.
      nie ma sprawy. grunt, że zostawiłaś. ;)
      Pozdrawiam ;)

      Usuń
    2. teraz zauważyłam, że sama wykazałam się inteligencją - chodziło mi o to, że wieża była źle, w końcu przez ż jest dobrze. Ale tak to bywa, jak nie skupiam się na jednej rzeczy (komentarz pisałam na religii ;))

      Usuń
  5. Ojejku, uwielbiam ten rozdział... i w dodatku 12 stron w Wordzie! Oby więcej takich rozdziałów :D A wiesz co... jakoś tak szybko mi się go czytało *zastanawia się*.
    No w każdym bądź razie, cieszę się, jak małe dziecko z racji tego, ze jest tu tak dużo Miony i Harry'ego. Oni tak słodko razem wyglądają i tak bardzo do siebie pasują... Szkoda, że Rowling w książce ich nie połączyła... chociaż z drugiej strony to by było zbyt przewidywalne, hmm.
    Całe szczęście, że Harry'emu nic nie stało się na tej wyprawie... i... ojejku no! Wciąż rozpamiętuję tą scenę w Pokoju Życzeń, kiedy oboje tam leżeli na tym łóżku ^.^
    W ogóle mówiłam Ci już, że podoba mi się Twoja wersja Miony? Ta Twoja nie jest taka zarozumiała i sztywna, jak w filmie, a więc cholernie duży plus za to :D
    Hehe, i jest i Malfoy *.* Mam cichą nadzieję, że w następnym rozdziale też się pojawi, choćby przelotnie :)
    O kurde, już sobie wyobrażam, co sie stanie, jak Leo i Sophie powiedzą Harry'emu o tym, że Charlie uderzył Mionę... Cholercia, pewno niezła afera się z tego wywiąże ;p.

    Pozdrawiam! ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mówisz? ;> myślałam, że to jednak trochę za dużo. ;)
      Aaa! Ja też zawsze się cieszę, jak jest ich gdzieś dużo! Może masz rację z tym, że byłoby to przewidywalne, ale i tak cieszyłabym się bardzo, bardzo, bardzo, gdyby jednak połączyła ich razem... No proszę, scena łóżkowa robi furorę! ^^ Cieszę się, że lubisz Granger. Malfoy będzie, natomiast awantury nie. Inaczej się do tego odniosę. ;) A jak, to już w następnym rozdziale. ;D
      Pozdrawiam ;*

      Usuń
  6. ja mam tylko jedno małe pytanie:
    kiedy się pojawi kolejny rozdział na love till end bo nie mogę się doczekać?

    OdpowiedzUsuń
  7. O matko, matko. Wpadłam tutaj przelotnie i przeczytałam z ciekawości prolog, który był tak genialny, że zostałam tutaj na dłużej i zostaję na stałe. ;)
    Co do tego rozdziału to tak ;
    Rozdział długi, ale świetnie się go czytało. Przeczytałam go bardzo szybko i mi smutno się zrobiło jak doszłam do końca ;p
    Moment w którym Hermiona i Harry byli w Pokoju Życzeń i on ją karmił, niesamowity.
    Szczerzyłam się do monitora jak nie wiem, hah. :)
    Draco i Sophie, nie lubiłam Malfoya prawie w ogóle, ale przez twoje opowiadanie zaczynam go lubić ^^ Widziałam, że Liley proponowała Ci napisanie odrębnego opowiadania o tej parze, więc ja się do tego dołączam.Pomyśl nad tym. :)
    Będę twoją kolejną czytelniczką. ^^ .
    Nie umiem pisać tak jak inne osoby takich długich komentarzy, więc nie bądź na mnie zła za to proszę. :)
    Życzę dużo weny i pozdrawiam,
    Dreamer ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że dałam radę Cię zainteresować! ;)
      Ach! Czuję i widzę, że kolejne rozdziały będą niewiele krótsze ;) Taki mój los. I tego opowiadania ;)

      Myślę nad osobnym opowiadaniem o burzliwym związku Sophie i Malfoya, ale ciągle się waham.
      Cieszę się, że tu zostaniesz!
      Pozdrawiam !

      Usuń
  8. Relacja Harry'ego i Hermiony jest taka słodka, niewinna i delikatna, a jednocześnie trudna. Pięknie to opisujesz! To, co dzieje się między Malfoy'em i Sophie też jest interesujące, niby się nienawidzą, a jednak... Pozdrawiam i czekam na następny rozdział.
    [corka-glizdogona.blogspot.com]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, staram się. :)
      Nikt nie mówił przecież, że zawsze będzie łatwo, prawda? Dlatego relacje tych bohaterów nie mogą iść jak po maśle. ;) Ale spokojnie... skomplikują się jeszcze bardziej, by w końcu było cud, miód i orzeszki! ;)

      Pozdrawiam!

      Usuń
  9. Hej ^^. Od jakiegoś czasu widuję na blogach twój nick i z ciekawości postanowiłam sprawdzić, co tam ciekawego piszesz ;).
    Opowiadanie jest całkiem w porządku, choć czasem odczuwałam nadmiar dialogów (tak już mam, że zdecydowanie wolę pisać i czytać opisy). Nie mniej jednak, chyba pierwszy raz czytam opowiadanie, w którym zanosi się na paring Harry i Hermiona. Nie ukrywam, że wolę bardziej kanoniczne połączenia, ale to dość oryginalne i w sumie ciekawe, jak to dalej poprowadzisz.
    Podobały mi się też fragmenty, w których Sophie spotykała Malfoya. Ich sprzeczki bardzo fajnie wyszły, dziewczyna miała trochę racji, wypominając mu jego postawę. W ogóle wzbudziła we mnie dość pozytywne odczucia w tym rozdziale.
    Styl masz całkiem fajny, mimo, że strasznie mało tu opisów. Ale dialogi przynajmniej nie są drewniane i tekst czytało się płynnie. Może tylko Hermiona nie zawsze zachowuje się, jak ona, ale to w końcu zupełnie inna historia niż kanoniczna. Poza tym, nie mam jakichś większych zastrzeżeń ^^.
    [nowojorski-akcent]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że zajrzałaś. :)
      Pracuję nad opisami i idealnym wyważeniem ilości dialogów i opisów. Czasem mi to wychodzi, a czasem nie. Różnie z tym bywa...
      Połączenie Hermiony i Harry'ego to było moje marzenie od dawien dawna, więc czując silną potrzebę, by ich połączyć, postanowiłam napisać to opowiadanie.
      Dziękuję za odwiedziny,
      Pozdrawiam,
      Eileen

      Usuń
  10. Iiiiiiiiii... Kaśka właśnie znalazła historię do przeczytania.
    Nie wiem, czy mnie pamiętasz - pisałam kiedyś bloga o Dorcas Meadowes, jeszcze nawet istnieje, więc gdybyś chciała sobie odświeżyć to, kim jestem, to śmiało. Z resztą... po co ja to piszę?! Lecę czytać, bo czuję, że zapowiada się nieziemsko. Rozdziały z wcześniejszego bloga o HHr nadrobiłam i przyznaję, wyszły ci niesamowicie - szkoda, że już tam nie piszesz...
    Pozdrawiam i biegnę czytać,
    Paranoja96 (niegdyś Kaaś).

    OdpowiedzUsuń
  11. Teraz przywitam się poprawnie. Cześć. Właśnie przeczytałam wszystkie osiem rozdziałów i - prawdę mówiąc - jestem oczarowana. Od dawna nie czytam blogów z parą Harmony, czasem tylko Hermionę Riddle-Potter sławnej Alex (zdecydowanie wolę Fremione), więc jestem miło zaskoczona i swoją postawą, i twoją historią. Mam taką manierę, że opisuję każdy rozdział po kolei i często robię to tak "szczątkowo" plus dopisuję coś od siebie, więc ostatecznie komentarz wychodzi długi. Lojalnie ostrzegam. ;)
    Przechodzimy do prologu i... już pewna zmiana względem kanonu, Hermiona ratuje Harry'emu życie na... szóstym roku nauki! A to ci heca, tego się nie spodziewałam! Teraz to mnie dopiero zastanawia, jak historia dalej się potoczy, zważając na fakt, że nasze gołąbeczki dopiero teraz zawiązały nić znajomości! A Draco to, za przeproszeniem, mała ci*a. I tyle w temacie. Jak mógł tak zaatakować Harry'ego, narażając się wszystkim, nauczycielom i uczniom?
    Rozdział pierwszy. Harry w Skrzydle Szpitalnym, wspomnienie o tym, że Hermiona wygadała wszystko o zdarzeniu związanym z Malfoyem, luz, na to liczyłam. Potem krótka wstawka z panną Granger i jej znajomymi. Już lubię Leonarda! Oby się nie okazał jakimś "czarnym charakterem", kiedy to Hermiona będzie sobie próbowała układać życie z panem Potterem. A nie... jest gejem. A ja go polubiłam! O, JEGO MAKARONOWATOŚĆ, CO SIĘ ZE MNĄ DZIEJE? No nic, jestem raczej homofobem (nie lubię homoseksualistów; nic do nich nie mam, ale ogólnie za nimi nie przepadam i lepiej, żeby nie chodzili po ulicach trzymając się za rączki; niech sobie żyją, ale z dala od kamer i robienia widowiska), ale jednak go polubiłam. Idziemy dalej. Harry rozmawia z Hermioną, daje jej prezent! I... nagle koniec.
    O kurczę. Malfoy próbuje zgwałcić/pobić jakąś dziewczynę? No tak, cały "fanfikowy" Malfoy. :D Przyjdzie co do czego to zobaczymy, co z niego za facet. I... TA DZIEWCZYNA TO GINNY WEASLEY? GINEWRA WEASLEY, KTÓRA TRAFIŁABY MALFOYA UPIOROGACKIEM, ZANIM TEN ZDĄŻYŁBY POWIEDZIEĆ "BRUDNA KREW"? Dużo zmian względem kanonu, jakby trochę za dużo... zobaczymy, jak to się dalej potoczy.
    I... nagle straciłam resztę komentarza. CHOLERA, WRÓCĘ DO PISANIA W NOTATNIKU. Miałam tu drugie tyle tekstu, a wszystko nagle się cofnęło, JA PIERNICZĘ. Dobrze, że chociaż to skopiowałam, nie muszę tyle nadrabiać. No, mniejsza. Skończyłam jakoś na Malfoyu. Nawet nie wiem, co napisałam, więc nie mogę tego streścić! Miałam przed chwilą ochotę rzucić to w cholerę.
    Sophie pomogła Ginny, pocharatała Malfoya i poszła. Zagadnęła Hermionę, porozmawiały trochę... okazuje się, że Ginny chodzi z Harrym - mały ukłon względem kanonu, to miłe. Potem rozprawiają z Leonardem, jak to Draco nie jest śmierciożercą i Hermiona wpada na genialny pomysł "ochrony Harry'ego". Końcówka, ostatni fragment, rozmowa Harry'ego i panny Granger, jest miło, trochę smutno, ale miło, aż tu nagle okazuje się, że RON NIE ŻYJE. Jedna z moich ulubionych postaci (niegdyś go nie lubiłam, ale zmieniłam zdanie w ostatniej części HP) została uśmiercona dla dobra fanfiction. Nie będę płakać, nie będę płakać, jestem na to za silna... PŁACZĘ.
    W miarę się udało. Biegnę dalej, rozdział drugi. Jakby trochę krótszy, ale to dobrze, szybciej się będzie czytało. Taka równowaga pomiędzy rozdziałami. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. cz. 2

      Krótka wstawka o Hermione, bibliotece i pani Pince. Jestem zdziwiona, bo to kolejna zmiana względem kanonu, która nigdy by się w oryginale nie wydarzyła. Harry rozmawia z Hermioną, Ginny jest zazdrosna, potem trochę rozmowy Malfoya i Sophie (ależ się nienawidzą!), Harry "przez przypadek" ich usłyszał, cudownie... cytat "No tak, honor to dla ludzi jego pokroju wszystko, choć tak naprawdę to go w ogóle nie mają." przypomniał mi moje opowiadanie, trzymam je na komputerze i nie pokazuję światu, bo jest zbyt nędzne, by się nadawać do - choćby - wklejenia na bloga. Poza tym nikt nie lubi mitologii >.< Dobra, bo odbiegłam od tematu. Sophie wysuwa podejrzenia, jakoby Hermionie podobał się Harry, ale na to to chyba jeszcze nieco za wcześnie, prawda? Potem nasze "gołąbeczki" idą do Pokoju Życzeń, bo pan Wybraniec musi z nią porozmawiać. To "Nie to, że nie mogłabyś mi się podobać, ale…" Harry'ego strasznie kanoniczne, kolejny plus ode mnie. ;) Krótka rozmowa Hermiony z Ginny, ruda sobie uświadamia swój błąd... Oooo kurczę, panna Granger poznała przystojnego młodzieńca! Cóż to się porobiło na tym malutkim świecie!
      Rozdział numer trzy. Hermiona pomaga Harry'emu w pracach domowych, przemiło. A. Tak mi się przypomniało... gdzie jakaś kara dla Malfoya za to wszystko, co robił? Normalnie miałby co najmniej pogadankę u dyrektora, a tu żadnej wzmianki o tym... dziwne.
      " Potter obruszył się.
      - Wcale nie jesteś brzydka – zaoponował stanowczo.
      Dziewczyna zaśmiała się kolejny raz.
      - Jesteś miły, Harry, ale jako mój przyjaciel jesteś nieobiektywny"
      KOCHAM TE KANONICZNE WSTAWKI, OBY ICH WIĘCEJ BYŁO. Piąta część się kłania, moja najukochańsza część pod słońcem!
      Znowu niesławny Charlie... coś czuję, że za miło z nim nie będzie. Jedyny Charlie, jakiego kiedykolwiek lubiłam, to Charlie Weasley.
      Dość smutna rozmowa się wywiązała pomiędzy Hermioną a Sophie, ale dobrze, że wszystko się ułożyło. Mała, zazdrosna Sophie... potem sobie wszyscy zagrali w Eksplodującego Durnia. Lubię tę grę.
      Rozdział czwarty. Co Harry taki wkurzony o tego Snape'a? Miewał z nim gorsze sytuacje a teraz wścieka się na Ginny, bo tamten mu troszkę dopiekł... i nagle ruda zaczęła wrzeszczeć. I, cholera, zgodziłabym się z nią, tyle, że się z nią nie zgadzam. Może ludzie z nim przesadzali, a już szczególnie Dumbledore, ale zasłużył na wszelką ochronę. Jego opętanie (tak, uważam, że te kilka sekund z Zakonu Feniksa to o wiele okropniejsze przeżycie niż opętanie Ginny przez młodego Riddle'a - choć bardzo podoba mi się tego wizja z jednego bloga, dziewczyna ma ogromny talent) to było coś strasznego, okropnego, jakby ktoś próbował go rozerwać od środka. Ginny? Nikt nie ma pewności, co się z nią działo, czy Tom jakoś ją ranił, czy tylko wysysał z niej energię życiową i tylko czekał na dogodny moment, żeby uderzyć. Na pewno jakoś to na nią wpływało, ale nie mamy ABSOLUTNIE ŻADNEJ PEWNOŚCI co z nią robił. Kropka. Mimo wszystko dobrze, że sobie z Ginny pogadał, ona mu wyjaśniła wszystko... zakochała się? Ciekawe w kim i dlaczego prosto z mostu nie zakończyła związku, tylko posunęła się do czegoś tak okropnego. Coś podejrzewałam, taki moment związany ze Snapem musiał mieć coś wspólnego z rozstaniem Ginny i Harry'ego.
      Sophie i Malfoy. Zdanie "Czego taka mała, piękna Lwica szuka na korytarzu prowadzącym do gniazda węży?" znowu przypomniało mi moje zaczęte, niepublikowane opowiadanie o Gryfonce i Ślizgonie :( Tak fajnie się zapowiadało a jak zwykle go nie dokończyłam. Trudno. Pokrzyczeli, Sophie wygarnęła mu w twarz to, kim on jest, potem się całowali... ups, tego też się spodziewałam. Ale fajnie ci wyszło, przyznaję.
      Ooo, Hermiona całowała się z Charliem! To miło, to miło! Nadal zdaje mi się, że to się za dobrze nie skończy, biorąc pod uwagę fakt, że charakter tego chłopaka pozostawia wiele do życzenia (Ślizgon w Hufflepuffie, a to ci heca).
      Hermiona z Harrym na świętach w Grimmauld Place. Będzie miło!

      Usuń
    2. cz. 3

      Rozdział piąty. Hermiona, Sophie, potem trochę Charliego (boję się, co on tam sobie umyślił), VOLDEMORT, BELLATRIKS, NO KOCHAM CIĘ. Uwielbiam Voldemorta, a co dopiero starą, dobrą, psychipatyczną Bellę! Czekam na więcej akcji w ich wykonaniu! Panna Granger z panem Potterem nareszcie w jego domku, jest miło, rozmawiają sobie, aż tu nagle Harry ni z gruszki ni z pietruszki zaczyna mówić o Syriuszu. Opowiedział, potem oprowadził Hermionę po domu... TONKS, LUPIN! Moi kolejni ukochani bohaterowie! Uwielbiam ich! Świetnie przedstawiłaś tutaj Nimfadorę i jej rozmowę z Harrym i Hermioną.
      Rozdział szósty. Hermiona coś źle się czuje. Tonks jak zwykle niezastąpiona, już wyciąga teorie z kosmosu jakoby Harry'emu podobała się Hermiona. Potem on do niej idzie z ciastem, słodko... też chcę ciasta... jestem uzależniona od słodyczy... mniejsza... bóle głowy Hermiony kojarzą mi się z moimi. Od zamierzchłych czasów mam częste bóle głowy, niekiedy tak silne, że mam mdłości. Pewnie cierpię na migreny... stawiam na to, że ona nie, ale tak mi się to kojarzy. Dumbledore przybywa, rozmawia z Hermioną o misji Pottera... zaczyna się dziać, to dobrze, bardzo dobrze, wyśmienicie wręcz! Osobiście wkurza mnie pisanie "Panno Granger, czy mogłaby pani...", bo o ile dobrze pamiętam, nauczyciele w HP zwracali się po nazwiski i per "pan/panna", ale dalej kontynuowali już normalnie, w stylu "czy mogłabyś..."... ale to twoje opowiadanie, pisz jak uważasz. : ) Dalej... Hermiona rozmawia z Harrym o Ronie i jego śmierci. W sumie nie dowiedzieliśmy się nic nowego, ale ciekawie było przeczytać to nieco bardziej rozpisane, z uczuciami młodego Pottera. O, Zakon Feniksa! Podejrzewają Hermionę o trzymanie z Voldemortem? No to nieźle...
      Rozdział numer siedem. Akcja, akcja! Harry i Hermiona mają się uczyć u Snape'a? Cudownie, już widzę, jak to się skończy... Hermiona nagle wygania Pottera i zostaje z resztą Zakonu Feniksa, prowadząc ostre pertraktacje. Ostatecznie okazuje się, że to ona będzie uczęszczała na lekcje do Snape'a i będzie uczyła przyjaciela potrzebnych zaklęć. Nienajgorszy pomysł. Wiedziałam, że ten cały Charlie to typ spod ciemnej gwiazdy. Od początku to pisałam! Miałam rację! Kurczę, zazwyczaj mam rację co do tych chłopaków, smutno mi, że tak przez nich widzę, nawet podczas czytania jakiejś historii. Harry pociesza Hermionę, wcześniej mała scenka z Tonks i Lupinem... WILKOŁAKU, WEŹŻE SIĘ W GARŚĆ. TO TWOJA PRZYSZŁA ŻONA, KOCHAJ JĄ. Krótka wstawka z "pamiętnikiem" Hermiony, jak to lubię sobie określać. Kojarzy mi się to z takim prastarym opowiadaniem o Harmony, prowadzonym niegdyś na mylogu, o prześlicznym tytule "I will never give up". Kochałam je, naprawdę. To było dość odświeżające spojrzenie na tę parę. Może nieco zbyt romantyczne, ale zdecydowanie dziewczyna nadrabiała stylem pisania. Możesz go poszukać po archiwach, wiem, że jest, bo niedawno je sobie przypominałam.
      Rozdział ósmy, nareszcie, myślałam, że już nigdy nie skończę tego komentarza, tak się dłuży! Nie chodzi mi bynajmniej o samo opowiadanie, ono mnie ciekawi i mogę czytać dalej! Harry zaciąga Hermionę do Pokoju Życzeń i mówi jej o misji, żegna się, potem Granger idzie i spotyka Charliego... i się wywiązuje nieco niemiła rozmowa. Pieprzony Śmierciożerca. Voldemort już naprawdę nie ma kogo do siebie brać?! Harry wrócił z wyprawy, nareszcie! Dobrze, że nic mu się nie stało! Potem Hermiona ma koszmary... to straszne, ale najwyraźniej tak musi być. Zastanawia mnie to jednak. Czyżby miała z Voldemortem wspólnego więcej, niż jej się wydaje? A może to jakiś związek z Harrym? Ciekawe, ciekawe! Końcówka mnie zaskoczyła, trochę przestraszyła. Myślałam, że stało się coś więcej, ale to z Sophie to też dość dobre wytłumaczenie. Dziewczyna nie ma lekko, biorąc pod uwagę fakt, że Malfoy nie chce się od niej odczepić. NIECH ON W KOŃCU DOSTANIE ZA SWOJE, NIE ODEBRAŁ NALEŻYTEJ KARY ZA WCZEŚNIEJSZE WYBRYKI.

      Usuń
    3. cz. 4

      Brakuje mi bliźniaków. Napisz coś kiedyś o nich, uwielbiam Freda i George'a. : )

      Nie bardzo wiem dlaczego, ale na koniec zostawiłam sobie przejrzenie zakładek. Zaczynam oczywiście od "Spisu treści" i "Czytam". Przechodzę do "Inspiracji"... ciekawe te filmiki, właśnie oglądam. Pierwszy prześliczny. Naprawdę. Tytuł skojarzył mi się z crossoverem, który kilka tygodni temu oglądałam (Harry Potter & Merlin). Harry i Hermiona cofnęli się do czasów Merlina. Drugi filmik także cudowny. Dalej. Zakładka "O"... przydałoby się rozwijane menu, prawda? Krótkie "o opowiadaniu", zdjęcia bohaterów i "o mnie". Szkoda, że jeszcze nie napisałaś nic o sobie, liczyłam, że dowiem się czegoś interesującego na twój temat! ;) Ostatnia zakładka to "spam"... nie będę tego już przeglądać.


      Co do błędów. Malfoya, bez apostrofu, tak samo Weasleya, Pottera, Grangera i inne tego typu nazwiska. Czasem zdarzały się powtórzenia, ale tekstu jest tak wiele, a mój komentarz i tak jest już rozmiarów książeczki dla dzieci, że nie będę ich wypisywać. Niekiedy zauważyłam o jedną kropkę czy przecinek za dużo, brak jakiegoś wyrazu... jakbyś poprawiała i zapomniała dopisać/przypadkiem usunęła. Przydałaby się beta, ale widzę, że dobrze o tym wiesz. Zaproponowałabym swoją pomoc, ale wątpię, żeby udało mi się być na każde wezwanie czy zawołanie, dlatego wolę tego nie robić. No chyba, że w wakacje, teraz liceum, masa roboty...
      Pozdrawiam serdecznie,
      Paranoja 96 aka Kaaś.

      PS Mogłabyś powiadamiać? Gdziekolwiek, na którymś z moich blogów, ewentualnie na wywiaderze, ostatecznie mogę wrzucić gdzieś moje GG albo fejsshita...
      Za wszelkie błędy przepraszam, nie sprawdzałam już tego.

      Usuń
    4. Jaki długaaaaaaaaaaaaśny komentarz!
      Pozwól, że odpowiem krótko - liczę, że mimo wszystko Ci się podoba.
      Staram się poprawiać wszelkie błędy, ale czasem ich nie po prostu nie widzę. Rozumiem, że chciałabyś więcej odniesień do książki, ale nie jestem w stanie teraz stwierdzić, czy takowe się pojawią. To samo tyczy się bliźniaków. :) Zobaczę. Niby zarys opowiadania mam, ale głównie historii HHr, także tego...
      Pewnie. Będę Cię informować! I oczywiście, że Cię pamiętam ;)

      Pozdrawiam!

      Usuń
    5. Uprzedzałam!;)
      No pewnie, że mi się podoba, jak to napisałam na samym początku. A te moje "odniesienia do kanonu" to po prostu... cóż, wiem, że to twoja historia i jakby nie patrzeć kanon może pójść w siną dal, ale miło jest zobaczyć jakieś wzmianki. Tak tylko piszę. ;) Co do błędów to rozumiem, znam ten ból. Wspomniałam tylko, żeby już dopełnić całości komentarza.
      Dziękuję z góry. I cieszę się, że pamiętasz! ;)

      Usuń
  12. Witaj, moja droga Eileen!
    Nie myśl sobie, że nie przeczytałam poprzedniego rozdziału! Nie mogłabym go po prostu "nie zaliczyć". Nie czułam jednak potrzeby komentowania (wiem, strasznie chamsko to brzmi), ponieważ moje odczucia były... średnie.
    Tę notkę natomiast przeczytałam baaaardzo dawno temu, praktycznie gdy tylko go wstawiłaś. Znów miałam lenia, musiałam się zastanowić co napisać w komentarzu - ogólnie przemyśleć cały rozdział.
    Jakie wysnułam wnioski? Po pierwsze widać, że szlifujesz swój styl - bardzo dobrze (a tak a propos, mogę wiedzieć który to twój blog, bo zorientowałam się, że masz jeszcze jeden, ale jestem ciekawa, jak długo blogujesz?)
    Po drugie - już do treści - TO WŁAŚNIE JEST ODPOWIEDNIA DŁUGOŚĆ ROZDZIAŁU DLA TWOJEGO OPOWIADANIA! Nie nudziłam się, nie narzekałam, że jest "za mało" - w sam raz. Wszystkie sceny z Harrym i Hermioną przypadły mi do gustu. Ładnie, naturalnie I PRZEDE WSZYSTKIM, co się Tobie chwali, piszesz postacie KANONICZNE (ja sama miałam z tym małe problemy). Harry jest Harrym, a Hermiona Hermioną (chociaż ja dodałabym może jakąś scenę w bibliotece, albo wymianę zdań między nimi na tematy czysto literackie - wiesz, żeby już naprawdę zaleciało kanonicznością). Rozumiem, że nie będą się w tym opowiadaniu pojawiać "typowe" sceny z HP, tylko odpowiednio przerobione na potrzeby bloga, a z oryginalnymi charakterami bohaterów jest świetnie (mam malusieńki niedosyt odnośnie postaci Malfoya - tak rzucać się na biedną Sophie?)
    Nie będę wytykać ci błędów, moi poprzednicy to idealnie wychwycili. Mam za to nadzieję, że następny rozdział pojawi się bardzo szybko.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Och, Zusan, myślałam, że o mnie zapomniałaś. Czekałam i czekałam i nic... Aż nagle, tej pięknej niedzieli, jesteś! :D
      Staram się jak mogę, żeby szło mi coraz lepiej.
      Ale pytasz o całe moje życie czy ostatnie czasy? Bo jeśli o całe moje życie to hmm... któryś z kolei, jeśli idzie o opowiadania same w sobie. Jeśli o ostanie czasy to drugi, nad którym jako tako myślę. ;)
      I... dziękuję Ci za miłe słowa. ;) Postaram się to jakoś przepleść, choć nie uśmiercę Dumbledore'a - nie ze względu na to, że uważam, że nie powinien umierać, ale z tego względu, że potrzebuję go jeszcze w tym opowiadaniu. Muszę go wykorzystać i tą całą jego albusowatość.
      Pozdrawiam! :)

      Usuń
    2. Nie mogłabym cię zapomnieć, moja droga!
      Naprawdę na mnie czekałaś... .
      Mam jedno zasadnicze pytanie. Zamierzasz wpasować się w kanon (oprócz śmierci Dumbledore'a)? Chodzi mi o wojnę, całe ukrywanie się i w ogóle.

      Usuń
    3. Wojnę tak, ale co do samych prób uśmiercenia Voldzia - nie. Mam trochę inny pomysł... Może nawet dużo inny. Liczę, że przypadnie Ci do gustu. :)

      Usuń
    4. Mam taką nadzieję;)
      Ps Kiedy nn?

      Usuń
  13. Przeczytałam wszystkie rozdziały na raz! Jestem z siebie dumna!
    Ta historia tak mnie wciągnęła, że nie mogłam przestać czytać, dokąd nie skończyły się rozdziały ;)
    Pierwsze, co mnie cały czas intryguje to ta zmiana nastrojów Hermiony i coś podejrzewam, że to ma coś wspólnego z kamykiem, który podarowała Harry'emu lub z tym zaklęciem, które uratowało Pottera życie w prologu. Czyżby przejmowała część emocji Wybrańca? To byłoby bardzo ciekawe :)
    Podoba mi się to, że przyjaźń jak i miłość rodząca się w nich jest wolna, tak naprawdę. Że nie spało to na nich jak grom z jasnego nieba, tylko powoli to odkrywają w sonie. Za to masz plus ;)
    W tym opowiadaniu przedstawiłaś Dracona jako drania, tak samo jak Rowling i jestem ciekawa czy odniesiesz się do kanonu, czyli do tego, że Malfoy ma za zadanie zabić Dumbledore'a. Zastanawiam sie także, że na jego decyzję czy ma wykonać zadania lub nie będzie miała Sophie. Podejrzewam, że tak. Pokazałaś (jednym zdaniem, ale pokazałaś), że on także coś czuje, a nie że ma jakieś zadanie związane z nią (chociaż możę to jest i to i to - w końcu Voldemort szuka dostępu do Hermiony!).
    Co do Sophie to bardzo ją lubię :) Takie rzeczy wygarnąć Malfoyowi? Mistrzostwo świata ;) A jej temperament, ahhh. Podejrzewam, czemu Draco nie może zapomnieć o tych czarnych oczach ;) Czekałam na zień, kiedy ona powie wszytsko Hemrionie i się doczekałam. Gdy to przed nią ukrywała to po raz pierwszy przestałam ją lubić, ale teraz znowu ma moją sympatię ;) Niech uważa na Dracona, bo podejrzewam, że i może coś czuje, ale także też coś knuje!
    Uwielbiam twoje dialogi! Nie są sztywne, chciałabym takie umieć pisać ;)
    Gdy są sceny z Hermioną i Harrym to dech zapiera mi w piersi. Zwłaszcza ta ostatni scena "łóżkowa", gdzie obydwoje karcą się w duchu (no bardziej Potter), że oni są tylko przyjaciółmi. Czekam na ich pierwszy pocałunek!
    Oczywiście dodaje do obserwowanych i staję się stałą czytelniczką. Jeżeli jesteś zainteresowana to zapraszam do siebie w wolnej chwili ;)
    PS Przepraszam za długość!
    Qinsia [oczy-odzwierciedleniem-duszy]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że byłam w stanie Cię na tyle zainteresować ;)
      Powiem Ci, że dobrze kombinujesz ;) To się wkrótce wyjaśni, bowiem zbliżamy się do nieuchronnego końca tego opowiadania. :) Przynajmniej pierwszej części :)
      Staram się, żeby ich związek był prawdopodobny, chociaż może to trochę pokomplikuję w rozdziale 9. No, Hermionie na pewno skomplikuje życie. ;)
      Draco to Draco. Jest draniem i nie ukrywajmy tego. Sophie, tak jak Draco, jest bardzo skomplikowana i jej zewnętrzna część czynią z niej żeńską wersję drania. ;)
      Haha podoba mi się określenie - scena łóżkowa ;) Zabawnie brzmi, choć wszystko oddaje ;)
      Pozdrawiam i z miłą chęcią zajrzę. ;)

      Usuń